Przekorny los pokarał Chorwatów, ale wychodzą z klasą.

Po wczorajszym gwałcie Angoli na Zimbabwe nasze apetyty miały prawo być rozbudzone. Trochę było w tym dziecinnej naiwności bowiem wyniki 7-1 rzadko się zdarzają. Dlatego wobec Falklandów oraz Chorwacji byliśmy dziś bardziej wyrozumiali.  Wczorajszy mecz po prostu trudno było przebić. Lecz emocje były nie mniejsze, choć..budowane stopniowo.

Pierwsza połowa była bowiem rarytasem tylko dla zdesperowanych koneserów Haxballa. Mecz walki, kopanie się po czołach – nazwijcie to jak chcecie. Trzeba jednak oddać, że obie drużyny chciały strzelić. Naprawdę chciały. Lecz brakowało tego „ostatniego dotyku” – a to niecelne podanie, a to złe rozegranie. Jedyne co się rzuciło w oczy to nerwowość w bramce GolTluna. Na szczęście dla Chorwacji albo on zdołał naprawić swój błąd albo akcja została szybko zatrzymana. Z Znamienne, że komentator po prostu nie miał czego komentować. W tym czasie moglibyście włączyć Figo Fagota albo poczytać RSHL News. Na jedno by wyszło.

W drugiej połowie zaczęło się coś dziać. Od ok. 4 minuty drugiej połowy Falklandy wrzuciły wyższy bieg. Najlepszą sytuację jaką widzieliśmy to przepiękna klepa między zawodnikami Falklandów. Niestety jednak zakończona słabym strzałem Steve Stiflera z którym GolTlun nie miał żadnych problemów. Chorwacja jednak też miała swoją stuprocentową sytuację. Niestety Quev zamiast zagrać do partnera który by miał czystą sytuację w ramach integracji międzygalaktycznej posłał piłkę jako dar w kierunku Alfa Centauri. Sędzia doliczył czas lecz nie zmieniło to wyniku.

W pierwszej części dogrywki w końcu padła bramka będąca dla widzów jak haust świeżego powietrza. Skillz źle rozegrał piłkę i wybił ją tak naprawdę  na alibi. Przyjął ją Pawlo Kutas i zręcznie wystawił Ouevowi a ten bez problemów wpakował ją do siatki. To chyba była terapia szokowa bo Falklandy zaczęły grać bardziej energetycznie a bardziej od momentów przed bramką znaczy grać jakkolwiek. Niestety jednak mecz trwa 20 minut (+ dogrywka) i w tym czasie trzeba coś robić. Lecz w tym momencie…

…Quev postanowił zdominować show…

…i po strzale Steve’a walnął samobója (choć będą trwały dyskusje czy ta bramka nie powinna zostać zaliczona jako zdobyta przez zawodnika Falklandów).

„Los przekorny gra w pokera, raz mi daje raz zabiera” – rozległo się z trybun.

A karne to już loteria i dzisiaj szóstkę trafił Kalosky broniąc dwa karne (choć trzeba dodać, że Chorwacja strzelała je wręcz anemicznie). Wszystko kończy Skillz i karne kończą się 3-1 dla Falklandów.

Sprawiedliwy wynik? Oczywiście. Choć inny rezultat byłby równie uczciwy. Pochwalić należy grę obronną Chorwatów bo się oglądało to czasami naprawdę przyjemnie. Lecz końcówka była..no…początkiem końca.

Niemniej jednak Chorwaci zyskali szacunek za walkę, mimo że niewielu na nich stawiało. A było tak blisko..

Falklandy zaś muszą zewrzeć szyki, bo w następnej fazie taka gra może spowodować bardzo bolesne przeżycie.

Falklandy 1 (k:3-1) 1 Chorwacja

Gra w pierwszej połowie: 1/5

Gra w drugiej połowie: 3/5

Gra w dogrywce: 4/5

One Man Show Ouev’a: 5/5

NAGRODA: Whisky dla Chorwacji – bo trzeba pierdolnąć i zapomnieć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *